Prawdy o przebaczaniu



rose-1271216_640

Przebaczanie to niezwykły dar, przede wszystkim dla samego siebie. Czy mamy tego świadomość?, a jeśli tak czy umiemy się na to zdobyć?  


Ile razy zdarzyło się nam pielęgnować nienawiść do sprawcy naszego nieszczęścia? Gdy miną już emocje, czy nie dojdziemy do wniosku, że była to najgorsza reakcja, jaką mogliśmy zastosować? Oto kilka prawd o przebaczaniu, które warto przeanalizować:

  1. Wybaczanie nie umniejsza twojej krzywdy.

Nieszczęście, jakiego doznałeś pozostaje to samo. Wybaczenie, a zapomnienie to dwie różne rzeczy, background-1122174_640 możemy wybaczyć, ale nie oznacza to, że o wszystkim zapominamy. Czy potrafimy rozgraniczać te dwie sprawy od siebie?

  1. Wybaczanie nie jest oznaką słabości czy głupoty, wręcz odwrotnie…

Zastanów się, czy nie warto być wyżej „ponad tym”, przecież nie musisz postępować jak inni. Do wybaczenia należy dojrzeć. Taka postawa wiele mówi o tobie, przede wszystkim osiągnąłeś stan równowagi i zapanowania nad złymi emocjami. Nie każdy to potrafi… Teraz przemawia przez ciebie nie naiwność, a mądrość życiowa, która jest wartością bezcenną. Masz to, czego inni z nas nie mają…

  1. Wybaczanie to proces czasem bardzo długi.


Tu nie ma nad czym się śpieszyć, nikt nas nie pogania. Być może ktoś tak cię skrzywdził, że nigdy mu do końca nie wybaczysz, ważne jest jednak, że próbowałeś. Potraktuj to jako twój własny, osobisty sukces, bo nie każdy umie zdobyć się na taki gest…

  1. Nie zważaj na to, czy druga strona zdobyła się na ten sam gest wybaczenia co ty.


Bardziej prawdopodobne jest, że nigdy nie zdobędzie się na ten ruch i nie zrozumie swojego czynu i postępowania. To dla ciebie nie powinno mieć znaczenia.

  1. Jak ułatwić sobie przebaczenie?


- wpierw wyraź swoje uczucia, powiedz, co cię boli, a jeśli nie umiesz wyrazić tego słownie, napisz list, to również doskonała metoda

- przeanalizuj, dlaczego spotkała cię krzywda, co miało na to wpływ, jeśli stwierdzisz, że nie ma na to racjonalnego wytłumaczenia, być może odpowiedź ukryta jest w przypadku, zbiegu okoliczności, który cię dotknął

- postaraj się odbudować własne bezpieczeństwo, jeśli trzeba będzie, uwolnij się od toksycznych osób, by zmniejszyć ryzyko powtórzenia się podobnej sytuacji

- zezwól na to by twój gniew i żal odeszły- w jaki sposób? Przede wszystkim nie powracaj do bolesnej sprawy, nie myśl o niej, oddziel ją grubą kreską w swoim życiorysie. Jeśli jednak uznasz, że jest to na chwilę obecną za trudne, prawdopodobnie nie jesteś jeszcze gotowy na wybaczenie.

Dobrodziejstwa kosmetyczne z Niemiec- Balea, dezodoranty


Balea-dezodoranty

Dezodoranty to ważny element naszej codziennej pielęgnacji. Zajmują one stałe miejsce w naszej łazience, garderobie czy torebce. Dostępny w sklepach ich ogromny asortyment sprawia, że jest w czym wybierać.


Poszukując czegoś nowego dla siebie natknęłam się w DM w Niemczech na dezodoranty Balea. Krążą o nich różne opinie – od tych bardzo pozytywnych, jak i po negatywne. Pomyślałam, że warto raz jeszcze przyjrzeć się bliżej tematowi.



Przede wszystkim musimy zadać sobie pytanie, czego oczekujemy od tych produktów. Jeśli trwałości 24- godzinnej/ lub 48- godzinnej to tu pewnie się zawiedziemy. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że każdy dezodorant umieszczony na zdjęciu utrzymywał się u mnie np. w lecie od 3 do 5 godzin.  Czas ten systematycznie wydłużał się w dwóch przypadkach: w chłodniejsze dni (od 4 do 7 godzin) oraz w nocy, kiedy jesteśmy w spoczynku. Oczywiście każdy z nas jest przypadkiem indywidualnym i trzeba to mieć na uwadze. Ponadto niektóre zapachy dla osób wrażliwych mogą wydać się w pierwszej chwili lekko duszące czy drażniące (dla mnie był to „Groovy Dance”). Taki stan rzeczy nie utrzymuje się na szczęście długo i po kilku sekundach ustaje. By uniknąć tego problemu, warto skorzystać z testera, ale jest to opcja tylko dla osób dokonujących zakupu osobiście w drogerii.


Dla mnie to dwie największe niedogodności tychże kosmetyków, czyli trwałość oraz pojawiający się na krótko drażniący zapach, ale to tyczy się tylko wybranych dezodorantów, nie wszystkich.

Jakie są więc atuty?


Niewątpliwie jednym z nich jest możliwość wyboru różnych zapachów od spokojniejszych, bardziej stonowanych („Sensitive” przypominający naszą Nivea- mój ulubiony) po żywsze i energiczne („Active”- bardzo ciekawy ). Miłym zaskoczeniem okazuje się także cena (0,65 Euro za sztukę w roku 2013) oraz wydajność. Dezodorant przy codziennym używaniu wystarcza na 4 do 5 tygodni. W trakcie stosowania żaden mnie nie uczulił i nie podrażnił, jednak czytałam o takich przypadkach. Tu drobna rada: produkt przed zastosowaniem należy zawsze dobrze wstrząsnąć i rozpylać w odległości 20-25 cm. Nie stosujmy go także na skórę podrażnioną np. po depilacji, odczekajmy dobę. Całość zamknięta jest w miłych dla oka opakowaniach.

W moim odczuciu warto wypróbować. Przyjmując skalę od 1 do 5, wybieram 4. Obniżona ocena spowodowana jest trwałością – mogłaby być dłuższa. Z drugiej jednak strony, mówiąc uczciwie nie oczekuję „cudów”, a biorąc pod uwagę fakt naprawdę niskiej ceny, otrzymujemy jakość na bardzo rozsądnym pułapie.

A jakie są wasze opinie?

Pozdrawiam.

Katarzyna Gołdyka-Barańska



Dobrodziejstwa kosmetyczne z Niemiec - Balea, żele pod prysznic

Balea-żele

Kąpiel z żelami Balea


Pierwszy raz z Balea spotkałam się trzy lata temu, a dokładnie pod koniec 2013 roku, kiedy to wyjechałam do Niemiec. Odwiedzając tamtejszą drogerię DM, przykuła mą uwagę duża ilość zróżnicowanych kosmetyków tej marki. Kolorowe pudełeczka mieniły się w oczach i początkowo przyprawiły mnie o mały zawrót głowy. Pomyślałam : dużo tego, trzeba coś wypróbować i tak z dużą nieufnością wybrałam jako pierwszy żel pod prysznic… Ponieważ kosmetyk spełnił moje oczekiwania, dokonałam kolejnych zakupów i kolejnych i tym sposobem po kilku miesiącach Balea na stałe zagościła w mojej łazience..

Wraz z powiększającą się kolekcją produktów zrodził się pomysł na serię artykułów pt. „ dobrodziejstwa kosmetyczne z Niemiec”. Jako pierwsze na plan idą wyżej wspomniane żele Balea, od których rozpoczęła się moja przygoda z tą marką.

Żele pod prysznic mają pojemność 300ml. Ich koszt w DM w roku 2013 wynosił 0,55 Euro za sztukę, także naprawdę nie wiele. Oprócz przyzwoitej ceny, żele te wyróżniają się jeszcze jedną ważną cechą, a właściwie dwiema – jakością i wydajnością. To główne atuty tych kosmetyków. Doskonale sprawdzają się w codziennej kąpieli, w dodatku możemy długo cieszyć się zakupionym produktem. Posiadają także szeroką gamę zapachową, która jest niewątpliwie ich kolejnym pozytywem. Do moich ulubionych należą dwa pierwsze od lewej strony czyli: limonka z aloesem charakteryzująca się nutą odświeżającą oraz spokojniejsza wersja – wanilia z kokosem. Dzięki lekkiej konsystencji żel łatwo rozprowadza się po skórze, delikatnie ją oczyszcza i nawilża. Zadbano także o szatę graficzną, opakowania są kolorowe i łatwo wpadają w oko. Z drobnych mankamentów odnalazłam tylko jeden, który dla mnie akurat nie ma znaczenia- żele słabo się pienią. Poza tym uważam, że cała reszta zasługuje na ogromny plus . Czego więcej chcieć? – chyba tego, by na stałe zagościły stacjonarnie do Polski. . Na razie musimy wspomagać się zakupami w sklepach internetowych lub odwiedzać przy nadarzającej się okazji drogerie DM w Niemczech.

A czy Wy znacie te produkty? Jakie są Wasze wrażenia o nich?

Czekamy na komentarze!

Katarzyna Gołdyka-Barańska

Z życia Kreteńczyków



captain-550654_1280


Z wielką przyjemnością powracam do wspomnień z tegorocznych wyjątkowych wakacji, spędzonych na Krecie.  W drodze na grecką plażę Vai Bounty, miałam okazję wysłuchać opowiadań przewodnika  o Grekach- Kreteńczykach oraz ich życiu. Niektóre z nich wydały mi się na tyle interesujące, że zapisałam je w swojej głowie, a dziś przelewam „na papier”… Jeśli Wy – drodzy czytelnicy macie na ten temat również inną, ciekawą wiedzę przyłączcie się do wspomnień z „greckich podbojów”.



flag-888313_640

  1. Grecy, ale przede wszystkim Kreteńczycy – dlaczego tak? Ponieważ to właśnie oni wyróżniają się pewną „dość dziwną cechą”.. Znani z historii jako waleczni i zbuntowani po dziś dzień wyrażają swoją odrębność, nazywając się  przede wszystkim Kreteńczykami, a dopiero później Grekami.

  2. Siga- siga – słowo to łatwo wpadło mi w ucho – krótkie i dźwięczne. Dopiero po chwili dowiedziałam się, że oznacza „powoli, powoli”. Faktycznie-doskonale wpasowuję się w tryb życia Greków na Krecie, którzy zazwyczaj nie śpieszą się i mają na wszystko czas.  Zwrot ten, choć jest nam raczej  obcy, zdążył już utkwić w mojej głowie…

  3. Śniadanie to kawa i papieros. Poza tym masa zjadanej oliwy, którą są polewane wszystkie lub prawie wszystkie potrawy.

  4. Rodzina najważniejsza. Grecy na Krecie są ze sobą bardzo związani. Często mieszkają oni w domach wielopokoleniowych, gdzie do najstarszej kobiety należy ostatnie słowo w rodzinie. W ciągu dnia czas sjesty zarezerwowany jest tylko dla najbliższych i nie wypada wtedy przeszkadzać (jest to niemile widziane).

  5. Kto ma zapłacić?? To częsty „ temat do kłótni”, z tą różnicą, że wszyscy chcą zapłacić…W  końcu po pół godzinie głośnych sprzeczek, każdy płaci za siebie…

  6. Kierowcy rządzą się swoim prawem. I tak np. zupełnie normalnym zjawiskiem jest fakt, że kierowca potrafi zatrzymać  się na środku jezdni tylko po to, by podać rękę przez szybę jadącemu z przeciwnej strony znajomemu. Wymiana kilku słów również wchodzi w grę..

  7. Zaradność. Grecy niestety, albo stety unikają, jak tylko mogą podatków. W myśl tej zasady często spotkać możemy niedokończone domy jeszcze z „wystającymi drutami”. Taka sytuacja może trwać latami, a w rzeczywistości dom jest już od dawna zamieszkany… Tego typu wykorzystywane  luki w prawie m.in. przyczyniły się do kryzysu Grecji.
Copyright © Urodzianka.pl