Ciekawe produkty minionych tygodni.





W ostatnich tygodniach zużyłam sporo kosmetyków. Choć nie jestem w stanie pisać wam o wszystkich, pomyślałam, że to dobry moment, by wyłonić te, które sprawdziły się u mnie całkiem dobrze.

Zacznę od podkładu SINSKIN, który przeszedł porządny test wytrzymałości… Jego używanie rozpoczęłam latem i powiem wam, że mile mnie zaskoczył. Jak na takie warunki pogodowe (upał i żar lejący się z nieba) test pod względem utrzymania na skórze przeszedł bardzo dobrze. Dodatkowo przekonała mnie jeszcze jedna jego cecha- matowienie, ale bez efektu maski. Wygląd po nim jest bardzo naturalny. Obecnie kończę już drugie opakowanie i nie raz jeszcze po niego wrócę. Jeśli cenicie sobie takie cechy jak trwałość, matowienie i naturalny wygląd śmiało go polecam.

Całkiem ciekawa okazała się być odżywka do włosów z Herbal Essences. Właściwie do jej kupna podkusiła mnie naklejka „wyjątkowy produkt”. Takie oznaczenie w tym przypadku jest adekwatne do prawdy. Odżywka polubiła się bardzo z moimi włosami. Stosowałam ją regularnie, co dwa dni, trzymając od 15 do 20 minut. Efekt? Mięciutkie, nawilżone włosy i łatwe ich rozczesywanie, a do tego ślicznie pachnie. Ogólnie jestem z tego produktu bardzo zadowolona.




Kolejny zestaw Milk Shake przeznaczony jest do włosów blond. Ja zaopatrzyłam się w niego, ponieważ rozjaśniałam końcówki włosów. Chciałam koniecznie uniknąć odcieni rudości czy żółci. Oba produkty mają fioletową barwę i zawierają specjalny pigment, który skutecznie przeciwdziała złotym tonom. Szampon należy nakładać na włosy szybko, gdyż może zafarbować skórę rąk (ewentualnie można na spokojnie nakładać go w rękawiczkach). A odżywka to mój mega hit! Wysuszone włosy zamienia w gładkie, nie puszące i delikatne kosmyki. Coś wspaniałego! Produkty pochodzą z linii profesjonalnej, także można je zakupić albo w dobrych salonach fryzjerskich, albo hurtowniach z artykułami fryzjerskimi. Polecam blondynkom i rozjaśnianym blondynkom.




I ostatni produkt- to serum Lancome Advanced Genifique. Próbki otrzymałam od portalu wizaż.pl. Łącznie było ich 20 sztuk po 1 ml, więc w sumie na 20 dni kuracji. Produkt jest bardzo lekki, szybko się wchłania i nie lepi. Skutek kuracji?- skóra bardziej promienna, nawilżona i miękka w dotyku.  Myślę, że przy dłuższym zastosowaniu miałabym szansę dojrzeć także działanie przeciwzmarszczkowe. Tak czy inaczej,  jestem z niego zadowolona.




Czy któryś produkt szczególnie was zainteresował? A może już jakiś znacie? :-)

Targi Natura Food i beECO w Łodzi. Co ciekawego wypatrzyłam?





Nie tak dawno wspominałam wam, że w październiku odwiedziłam targi Natura Food i beECO w Łodzi. Takie wydarzenia zawsze wspominam bardzo pozytywnie. Ogrom ciekawych stoisk i produktów nie pozwalają przejść obojętnie. Choć nie miałam zbyt wiele czasu, nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności, musiałam tam być.


Tym razem by było troszkę inaczej, chciałam przedstawić wam trzy propozycje, które szczególnie  zainteresowały mnie na targach :-)

I PROPOZYCJA :-)

Pomysł zastąpienia opakowań plastikowych na szklane wydaje mi się być bardzo przyszłościowy. Takie założenie to ukłon w stronę ochrony środowiska. Dotychczas zetknęłam się z solami do kąpieli czy peelingami zapakowanymi w szkło, ale szampony w szkle to dla mnie zupełna nowość. Popieram taką inicjatywę i mam nadzieję, że z czasem stanie się ona bardziej popularna.





II PROPOZYCJA :-)

A oto produkt, który wyjątkowo wpadł mi w oczy:


Są to szczoteczki bambusowe, stworzone z biodegradowalnego bambusa. Dzięki uprzejmości marki Mohani, mam możliwość testować m. in ten produkt. Dla siebie wybrałam szczoteczkę z czarnym włosiem, czyli średnio twardą i już przeszłam do testów. Wkrótce opowiem wam więcej jak wygląda praca z tą szczoteczką.


III PROPOZYCJA :-)

Wypatrzyłam też nową markę Veoli Botanica. Ich kosmetyki tworzone są z certyfikowanych surowców roślinnych. Nie zawierają szkodliwych dodatków, substancji pochodzenia zwierzęcego, alergenów, sztucznych barwników i silikonów. Duży plus także za to, że są produkowane w Polsce, cenię sobie ten fakt i popieram naszą rodzimą produkcję. Z linii Veoli pokusiłam się o jeden produkt- maskę gommage i powiem wam, że nie żałuję.



I jak co roku nie mogłam napatrzeć się na pięknie zaaranżowane stoiska. Takie widoki uszczęśliwiają moją duszę i oczy. Czuje się w takich miejscach jak ryba w wodzie. 
Czy któraś z wymienionych propozycji przypadła wam szczególnie do gustu? :-)

Podsumowanie października



Październik był dla mnie miesiącem wyjątkowym z kilku powodów (i też stanowczo za krótkim). W końcu znalazłam chwilę na zabawę, naukę, ale także relaks. Pomyślałam- to może być dobry temat na nieco inny post, który wprowadzi troszkę rozmaitości i ciekawostek z mojego życia :-)


Kiedyś już o tym mówiłam, ale powtórzę. Rzadko biorę udział w jakichkolwiek konkursach. Powodem takiego stanu rzeczy jest przede wszystkim brak czasu. Konkursów jest cały ogrom i czasem najzwyczajniej w świecie przytłacza mnie ten fakt. W październiku zrobiłam jednak wyjątek. Postanowiłam wziąć udział w pewnym konkursie na Instagramie. Przede wszystkim nagroda wydała mi się bardzo interesująca, był nią zestaw naturalnych kosmetyków nutka fitokosmetyki, które po części już znam. I tak to się zaczęło. Zgłosiłam się, nie wierząc, ani nawet nie licząc, że coś wygram. I wiecie co?- udało się! Jaka była moja radość! Wygrałam cudny zestaw składający się z czterech pełnowartościowych produktów, z pięknym firmowym pudełeczkiem. Patrzyłam z niedowierzaniem… Zdradzę wam przy okazji, że do tego typu zabaw podchodzę z ogromnym luzem. Mam świadomość dużej konkurencji i w sumie mizernych swoich szans. Nigdy się nie spinam, nie obrażam i nie wylewam żali, bo ich nie mam. Tak działa luz :-)


Drugie podejście… Wystarczyło się jedynie zgłosić i czekać na odpowiedź. Tak też zrobiłam i co? Przyszła informacja, że mogę odebrać zaproszenie na Targi Natura Food i Beeco w moim mieście. To niby nie wiele, ale dla mnie to kolejna znacząca nagroda. Zaproszenie przyszło pocztą, a ja miałam wolny wstęp na targi (niebawem więcej o nich). Drobnostka też cieszy! :-)





No teraz to aż się boję…. Zobaczyłam kolejny konkurs, ale kreatywny. Takie bardzo lubię, więc nie mogłam nie skorzystać. W roli głównej motyw herbaty wysłałam dwa swoje zdjęcia. Apropo: które bardziej się Wam podoba? Dodam, że konkurs jest jeszcze nierozstrzygnięty. Nie liczę na nagrodę, bo zdjęcia innych są o niebo lepsze. Tu przede wszystkim chciałam się sprawdzić i poruszyć swoją wyobraźnię na tyle ile umiem. W sumie mogę wam powiedzieć, że już wygrałam, bo dla mnie wygrana to sam fakt wzięcia udziału w tym fotograficznym konkursie. :-)


W tym miesiącu spełniłam także swoje kolejne małe marzenie. Uczestniczyłam w szkoleniu biżuterii sutasz. Bardzo chciałam poznać tą technikę i w końcu udało się. Małe cudo poniżej to efekt mojej 8 godzinnej pracy.

To oczywiście dopiero początki, ale najważniejsze, że poznałam już podstawy. Czuję duży niedosyt i powiem wam, że już zaczęłam praktykować sama. Swoimi pracami będę oczywiście się z Wami dzielić :-)




Wczoraj na IG obiecałam też, że opowiem historię o zdjęciu poniżej. By je wykonać, chciałam koniecznie wyszukać jesiennych czerwono-bordowych liści.. W tym celu wyruszyłam na spacer z moją kochaną psinką Gabci. Niebyło by w tym nic dziwnego, gdyby nie reakcje ludzi mijających nas… Zaciekawienie, zdziwienie, ale również ciepłe uśmiechy, które odwzajemniałam. Dziś już chyba tylko dzieci zbierają liście. W drodze do domu dopadła mnie chwila zadumy… Ja dorosła, z ukochanym psem, przemierzająca osiedle i trzymająca w ręku bukiet przepięknych liści.…. Tak mało osób szuka radości w tak prostych rzeczach… Zdjęcie wykonałam specjalnie dla Was, chcąc tym samym przekazać odrobinę radości i pozytywnej energii.  Życie jest piękne kochani! :-)




A na koniec, by było jeszcze bardziej kolorowo i wesoło zrobiłam iście letni manicure, który możecie podziwiać na zdjęciu głównym i na końcu. Przecież jesień nie musi być smutna!!! Radość nosimy w sobie, a pogoda ducha nie zależy od aury, tylko od nas samych! :-)

Jak więc widzicie, październik upłynął mi bardzo miło. Cieszę się ogromnie, że los był dla mnie tak hojny, a zdrowie pozwoliło na spełnienie kolejnego marzenia. Warto marzyć, warto kochać, warto nieść odrobinę radości i warto też się nią dzielić.  Mam nadzieję, że tym postem wprawiłam was w lepszy nastrój :-)

♥ Co najbardziej się Wam spodobało? ♥



Przegląd trendów jesień - zima.




Źródło: www.cosmopolitan.pl

Lato odeszło, a my już na dobre przywitaliśmy jesień. Pożegnaliśmy letnie ubrania, obuwie, pastelowe torby i zastąpiliśmy je cieplejszą garderobą w innych kolorach. Nasze stylizacje zmieniają się także w paznokciach. Jedne z nas kierują się w tym temacie obecną modą, a inne swoimi upodobaniami.

Tym razem przygotowałam dla Was zestawienie trendów, które królują obecnie w modzie. W ich wyborze kierowałam się niejako swoim gustem, bo jak wiecie moda to pojęcie bardzo szerokie i można by zapewne na ten temat pisać w nieskończoność ;-)

Jesień nie musi być smutna i ponura, czego najlepszym dowodem jest moda na białe paznokcie. Taki manicure lansowany jest przez największe celebrytki jak Ariana Grande czy Kylie Jenner.


Krata ponownie w natarciu. W tym roku przebiera się ona w kolory fioletowe, zielone, żółte i czerwone.



Źródło: www.polki.pl


We fryzurach rządzą koki, fale i niski kucyk. Cieszą mnie takie stylizacje, ponieważ nie są trudne do wykonania i z pewnością każda z nas sobie z nimi poradzi.




Źródło: www.kobieta.pl Getty Images


W biżuterii przyszła kolej na perły, które mają wyglądać nowocześnie.


Źródło: www.elle.pl


Najbardziej pozytywnie zaskoczona jestem trendem w makijażu oka. Otóż im mniej tym lepiej. Tym razem stawiamy na naturalne kolory, niemalże niewidoczne. Makijaż jest, ale tak jakby go nie było. To świetne rozwiązanie na każdy dzień!


Źródło: www.viva.pl copyright @east news


A jakie buty? Kozaki do połowy uda to prawdziwy hit. Im dłuższe, tym lepsze. Mogą przylegać do nogi (tą wersję lubię bardziej) lub być luźne. Takie obuwie pasuje do wielu stylizacji- sukienek, spódniczek czy tunik.




Ciekawa jestem, co z tych propozycji wybralibyście dla siebie. Czy jest coś, w czym byście dobrze się czuli? :-)

Richevon- naturalny krem przeciwzmarszczkowy.




W życiu każdej kobiety przychodzi taki moment, gdzie cera traci na elastyczności i gładkości, a my zaczynamy zmagać się z pierwszymi  zmarszczkami.  Śmieję się, że po trzydziestce czas jakoś dziwnie przyśpiesza… ;-) Niestety proces starzenia nie ominie nikogo z nas. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by go spowolnić.


Nie będę zaprzeczać – sięgam po produkty przeciwzmarszczkowe i nie wstydzę się tego. W tym temacie jednak stawiam przede wszystkim na wysoką jakość.

Tym razem przychodzę do Was ze szczególnym produktem, którego używam od trzech tygodni  i który zdążył już zaskarbić moje serce. W czym tkwi jego wyjątkowość? Oto plusy:


+ Przede wszystkim Richevon to serum przeciwzmarszczkowe, w 100 % naturalne.  Zerknijcie na skład : :-)

Agua- woda

Propanediol- glikol roślinny, bezpieczny dla skóry

Glycerin- hydrofilowa substancja nawilżająca, która ma zdolność do przenikania przez warstwę rogową naskórka

Hydroxyethyl Cellulose- niejonowy zagęstnik wpływający na lepkość produktu

Sodium Alginate- kwas alginowy, pozyskiwany ze ścian komórki algowej, naturalny polisacharyd

Ruscus Aculeatus Root Extract – ekstrakt z korzenia myszopłocha kolczastego (ruszczyka).Substancja roślinna, pochodzenia naturalnego

Acanthopanax Senticosus Extract- wyciąg z korzeni I kłączy,  który ma wpływ na stan i ogólną poprawę skóry.

Paullinia Cupana- zioło lecznicze,   gatunek pnącza z rodziny mydleńcowatych.

Lecithin- emulgator, aktywny składnik pochodzenia naturalnego

D-panthenol- środek łagodzący

Sorbitol- substancja wspomagająca stabilizację emulsji , zabezpiecza kosmetyki przed wysychaniem

Citric Acid – kwas cytrynowy występujący naturalnie w przyrodzie i roślinach

Magnesium PCA- substancja higroskopijna, która łatwo zatrzymuje wodę

Ubiquinone- inaczej koenzym Q10, naturalny składnik skóry

Palmitoyl Tetrapeptide- aktywna substancja, która ma za zadanie łagodzić podrażnienia i stany zapalne

Phenoxyethanol- składnik konserwujący, dozwolony do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu

Ethylhexylglycerin- konserwant naturalnego pochodzenia

Tiare (Gardenia Tahitensis)- wyciąg z kwiatów gardenii

Flower Extract- naturalny kwiatowy ekstrakt

Aniba Rosaeodora (Rosewood )Oil- olejek z drzewa różanego

Rosa Damascena- olejek otrzymywany z płatków róży poprzez destylację z parą wodną

Vanilla Absolute Essential Oil- waniliowy olejek

+ Konsystencja :-)

Serum ma postać lekkiego, przezroczystego żelu, który sam w sobie jest lepki. Nie należy jednak się tym przejmować, gdyż produkt po kilku minutach bardzo dobrze wchłania się w naszą cerę.


+Pojemność :-)

50 ml, co czyni go bardzo wydajnym produktem. Podczas używania wystarczy jego nie wielka ilość.

+Opakowanie :-)

Kartonowe pudełeczko samo w sobie jest bardzo estetyczne, natomiast opakowanie serum posiada dobrze funkcjonujący dozownik, który doskonale dawkuje nam produkt.


+Zapach :-)

Bardzo delikatnie wyczuwalny. Absolutnie niedrażniący.

Jak stosujemy? :-)

Zalecane jest używanie rano i wieczorem. Osobiście Richevon stosuje tylko wieczorem, na dzień  pod makijaż preferuję bardziej matujące produkty.


Końcowa opinia

Produkt ujął mnie dwiema cechami: składem oraz działaniem. Jak zauważyliście nie zawiera żadnych parabenów, silikonów, sztucznych substancji zapachowych, emulgatorów PEG oraz barwników. Dla mnie to ogromny plus. Poza tym zauważyłam wiele istotnych zmian, które tyczą się bezpośrednio polepszenia stanu mojej skóry.

Po pierwsze- równomiernie nawilżyłam twarz, ale także i szyję. Skóra stała się gładsza w dotyku, a zmarszczki na czole są dużo płytsze. Jeśli mam być szczera, nie wierzyłam w takie zmiany po trzech tygodniach. Ale to nie wszystko. Moja cera stała się bardziej jednolita, jeśli chodzi o kolor. Naczynka krwionośne na policzkach zbladły i już nie są tak czerwone. Mniej widoczne stały się też przebarwienia.  Niewątpliwie zwiększyło się również napięcie skóry, a twarz zaczęła przybierać nowego, zdrowszego i ciut młodszego wyglądu. Z tego też powodu cieszą się oczy… Preparatu mam jeszcze całkiem sporo, więc i tu ogromny plus. I na koniec dodam, że produkt w żaden sposób mnie nie podrażnił. Gdybym w tym wypadku miała przyjąć jakąś punktację, dałabym 10/10. Bez wątpienia krem przeciwzmarszczkowy Richevon jest wart inwestycji. Tu wygrywa wysoka jakość i namacalne działanie. W przyszłym roku zapewne powtórzę kurację tym produktem, który polecam także i wam.

Bliższe informacje znajdziecie na stronie :

Richevon krem przeciwzmarszczkowy  https://poznajrichevon.pl/sklep/

Czy ktoś z Was słyszał już o tym produkcie? :-)

Mój sposób na czyste gąbeczki do makijażu- krok po kroku




 


Testy gąbeczek mamy już za sobą, było też o błędach w ich używaniu, przyszła więc pora na ostatni temat, czyli jak to zrobić, by nasze gąbeczki  do makijażu były zawsze czyste…  Po wielu próbach mniej lub bardziej udanych doszłam w końcu do metody, która dla mnie okazała się być najszybszą  i najmniej problemową.


Pisałam Wam ostatnio, że moje gąbeczki staram się myć na bieżąco. Aktualnie używam trzech różnych sztuk, gdy trzecia jest już brudna, przechodzę do ich mycia. Czynność tą wykonuje za jednym razem, tak aby zyskać na czasie. Dla mnie taki system jest najlepszy, ale każdy z Was musi wypracować sobie własny.

Nie ma na co czekać,  zabieramy się do pracy!!! :-)

KROK 1

Dobre produkty do mycia to już pół sukcesu. Ja od dłuższego czasu nie rozstaje się z żelem Isana. Do miseczki wlewam ciepłą wodę, następnie dodaje do niej kilka kropel żelu.


KROK 2

Zanurzam w wodzie gąbeczki. Pozostawiam je tam na parę minut, by troszkę odmiękły.


KROK 3

Przystępuje do mycia. Wykonuje delikatne dociskanie gąbeczek do dna miseczki. I tak około 5 minut. Jeśli podkład jest bardzo uporczywy, możecie dodatkowo żel polać bezpośrednio na gąbeczkę- to zawsze działa.


KROK 4

Gdy gąbeczki są już prawie czyste, przechodzę do mycia mydełkiem, w tym przypadku używam antybakteryjnego.


KROK 5

Gdy mydełko pokrywa już całą gąbkę, zamaczam ją z powrotem w wodzie, delikatnie uciskając i wyciskając.


KROK 6

Na końcu jeszcze pod bieżącą wodą dobrze wypłukuje gąbki, by nie została w nich żadna piana. Gąbeczki staram się delikatnie wycisnąć z wody, by zostało jej jak najmniej.

KROK 7

A teraz już tylko suszenie. Wystarczy, że gąbeczki położycie w miejscu o dobrym przepływie powietrza (stół, biurko). Nie chowajcie ich do szuflad. I tak następnego dnia znów możecie się nimi cieszyć!

Prawda, że proste? :-)

A może Wy macie inny sposób?


Mydełko, które obecnie używam do mycia gąbeczek to carex.


5 błędów, które popełniamy przy używaniu gąbki Beauty Blender



Używanie gąbeczek do makijażu wydaje się rzeczą prostą i oczywistą. Nie twierdzę, że wszyscy z nas popełniają przy tym błędy, ale wciąż spotykam się z omylnymi postępowaniami wobec tego typu produktów. Pomyślałam, że warto rozwiać wszystkie wątpliwości (lub prawie wszystkie), z którymi sama się zetknęłam.


PO PIERWSZE :-)

To zapewne wiecie, ale przypomnę- gąbeczek używamy na mokro, nie na sucho. Wystarczy przed wykonaniem makijażu delikatnie ją zmoczyć i wycisnąć z nadmiaru wody. Mokra gąbeczka przede wszystkim nie pochłania tyle podkładu, co wpływa również na łatwiejsze jej domycie. Rozprowadzanie podkładu jest także dużo łatwiejsze.

PO DRUGIE :-)

Używając gąbeczki typu beauty blender ważna jest sama technika nakładania. W tym przypadku raczej przykładamy gąbeczkę do twarzy lub wykonujemy stemplowanie, ale unikamy przeciągania gąbeczką podkładu, jak robimy to w przypadku używania pędzelka.

PO TRZECIE :-)

Gąbeczkę staramy się myć regularnie. Im dłużej będzie ona leżeć brudna, tym trudniej będzie nam ją domyć. Starajmy się też unikać używania jej po raz drugi (np. następnego dnia). W ten sposób na brudną warstwę nakładamy kolejną brudną warstwę i co gorsza to wszystko przenosimy na twarz. Ja obecnie używam trzech gąbeczek, każda z nich przeznaczona jest na następny dzień, gdy już trzy są brudne, następuje ich mycie.

 PO CZWARTE :-)

Gąbeczki myłam w trzech typach wody- zimnej, średnio ciepłej i bardzo ciepłej. Najlepiej w tym wypadku sprawdza się średnio ciepła, czyli taka, w której myjemy na co dzień np. ręce. Dzięki odpowiedniej temperaturze wody gąbeczkę jest łatwiej domyć i co ważniejsze nic złego się z nią nie dzieje- nie kurczy się, nie marszczy i ładnie powraca do swojego pierwotnego stanu.

PO PIĄTE :-)

Zwracajmy uwagę na suszenie. Po umyciu starajmy się położyć gąbeczkę np. na stole czy biurku. Ważne jest, by miała dostęp do powietrza i przewiewu. Nie zamykajmy mokrych gąbeczek np. w szufladach, gdzie jest mało światła i dostępu do powietrza. Gąbeczki muszą nam dobrze wyschnąć, a by się tak stało, musimy im stworzyć podstawowe warunki.

Powyższe błędy to takie, z którymi ja najczęściej spotykam się podczas rozmów i wymiany doświadczeń. Może dodacie jeszcze coś od siebie? :-)

Test gąbeczek do makijażu- elite kontra hebe



Obecnie nie wyobrażam sobie wykonania makijażu bez gąbeczki. Ten sprytny gadżet na dobre zawładnął moim sercem. Gąbeczka jednak nie jest równa gąbeczce… I choć czasem są to znikome różnice, odgrywają dużą rolę podczas ich używania.

W ostatnich tygodniach sprawdzałam dwa produkty. Pierwsza z gąbek należy do marki elite, a drugą zakupiłam w drogeriach hebe. Postanowiłam przeprowadzić testy i przekonać się na własnej skórze, która gąbeczka sprawdza się lepiej.

A więc do dzieła! :-)

Gąbeczka elite

Ślicznie zapakowana. Ja wybrałam model koloru różowego. W pierwszym zetknięciu bardzo miła w dotyku.  Tworzywo z jakiego została wykonana, wymaga delikatnego naciśnięcia w ręku.  Podczas wykonywania makijażu dość dobrze współpracuje ze skórą. Czasem pozostawia lekkie niedociągnięcie, które należy poprawić ponownym nałożeniem podkładu. Gąbeczka jest sama w sobie dość „zbita”, choć miękka, z tego też względu lepiej pracuje mi się z nią podczas nakładania podkładu, ale niekoniecznie pudru. Podczas mycia trzeba na nią troszkę uważać- jej tworzywo zbija się mocniej. Gdy będziemy za dużo ją uciskać, musimy liczyć się z delikatną zmianą kształtu. Oczywiście możemy to w łatwy sposób naprawić, dobrze ją wypłukując i wyciskając. Gąbeczka odzyskuje swój kształt, jednak wymaga to pewnej wprawy podczas mycia. Schnie bardzo dobrze.  Tworzywo samo w sobie uważam, że jest wytrzymałe. To na jak długo nam posłuży, zależy od tego, jak będziemy o nią dbać. Moja jest ze mną drugi miesiąc i wciąż daje radę.

 Produkt oceniłabym na czwórkę z plusem, ponieważ moim zdaniem ma małe niedociągnięcia.




Gąbeczka do makijażu 3 D hebe


Zapakowana w małe, bardzo poręczne opakowanie. Tym razem dla urozmaicenia wybrałam kolor niebieski. W pierwszym zetknięciu również bardzo miła w dotyku. Ma strukturę „non-latex”. Podczas wykonywania makijażu świetnie współpracuje ze skórą. Nie powoduje smug ani zacieków. Z dużą odpowiedzialnością mówię, że praca z nią jest łatwa, co dla mnie jako osoby, która nie zajmuje się na co dzień profesjonalnym makijażem, jest dość istotne. Gąbeczka jest nieco mniej zbita od Elite, co ma duży wpływ zarówno na pracę z jej użyciem, jak i kąpiel. Możemy nią nakładać zarówno podkład, korektor, jak i puder (w moim przypadku ryżowy). Samo mycie jest  także bezproblemowe. Tworzywo  ładnie współpracuje  i zachowuje swój kształt. Schnie również dobrze. Mile zaskakuje także wytrzymałość tworzywa, które oceniam wysoko. Przy prawidłowym dbaniu, gąbeczka posłuży nam na długo.

Produkt oceniłabym na piątkę. Gąbeczka stała się moim faworytem w tym teście.  Na pewno sięgnę po kolejną, bo jest tego warta. U mnie sprawdziła się rewelacyjnie.





A wy jakich gąbeczek używacie ? :-)

Nutka- emulsja do higieny intymnej. Co o niej sądzę?







Z marką Nutka zetknęłam się po raz pierwszy kilka tygodni temu, na See Bloggers. Miałam wówczas możliwość wyboru jednego produktu z oferty marki i przetestowania go. Padło na emulsję do higieny intymnej, którą zabrałam ze sobą na wakacje.


Wybrany przeze mnie produkt był dobrze przemyślany. Zważywszy, że borykam się niekiedy z różnymi podrażnieniami, wciąż szukam odpowiednich, łagodnych emulsji do higieny intymnej, które będą zbawienne dla moich dolegliwości. Ale po kolei…

Kilka słów od producenta:

Emulsja do higieny intymnej Nutka została stworzona, aby zapewnić uczucie komfortu okolic intymnych. Recepturę tego dermokosmetyku oparto na delikatnych substancjach pochodzenia naturalnego, kwasie mlekowym oraz kompleksie łagodząco-kojących składników. Bogata formulacja sprawi, iż codzienna pielęgnacja wrażliwych okolic intymnych stanie się wsparciem w zapobieganiu stanom zapalnym i infekcjom. Dermokosmetyk skutecznie neutralizuje nieprzyjemne zapachy oraz zmniejsza poczucie dyskomfortu typu świąd i pieczenie. Emulsja nie zawiera mydła, barwników, parabenów i slesu.

Składniki:

Agua, Cocomidopropyl Betaine, Caprylyl, Capryl Glucoside, Sodium Lautoyl Methyl Isethionate, Panthenol, Propylene Glycol, Melissa Officinalis Leaf Extract, Calendula Officinalis Leaf Extract, Rosmarinus  Officinalis Lea Extract, Arnica Montana Flower Extract, Hypericum Perforatum Flower Extract, Juniperus Communis Fruit Extract, Hemamelis Virginiana Leaf Extract, Gentiana Lutea Root Extract, Humulus Lupulus Extract, Triticum Vulgare Germ Extract, Allantoin, Sulfur, Retinol, Lactic Acid, Linum Usitatissimum Seed Extract, Glycerin, Butylene Glycol, Echinacea Purpurea Extract, PPG-2 Hydroxyethyl Cocomide, PEG-150 Pentaerythrityl Tetrastearate, Styrene Acrylates Copolymer, Coco-Glucoside, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum

Moja ocena:

Opakowanie- składa się z dwóch części. Wpierw kartonik oraz sama buteleczka z atomizerem, który podczas pracy nie sprawia żadnych problemów. Produkt z łatwością wydostaje się na zewnątrz, nie pryskając.  Dodam też, że opakowanie jest bardzo miłe dla oka.


Zapach-  bardzo przyjemny I delikatny.

Konsystencja- koloru białego. W sam raz- czyli nie za gęsta ani nie za rzadka.  Takie lubię najbardziej.

Pojemność: 222ml

Produktu używam trzeci tydzień. W tym czasie zauważyłam dużą poprawę w nawilżeniu skóry, jak i samej błony śluzowej. Emulsja z żaden sposób mnie nie podrażniła, wręcz przeciwnie – złagodziła pojawiające się u mnie stany zapalne. Pozbyłam się także swędzenia, które od czasu do czasu ma miejsce przy moich podrażnieniach.  Potwierdzam także, że emulsja neutralizuje nieprzyjemne zapachy, co jest dla mnie szczególnie ważne w „tych trudnych dniach dla kobiet”, oraz gdy temperatury na dworze wzrastają do szczególnie wysokich. Duży plus także za wydajność.

 W moim przypadku produkt sprawdził się świetnie i nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. W końcu poczułam komfort. Szczerze polecam wszystkim kobietom,  a w szczególności tym, które szukają produktów delikatnych, kojących i zapewniających bezpieczeństwo w higienie intymnej. Nutka to kolejna marka, którą warto wypróbować!!!

Czy ktoś z Was miał już z nią styczność?






Urlop 2018- dlaczego był dla mnie wyjątkowy?




Mój tegoroczny urlop w końcu się ziścił. Wyczekiwałam na niego z utęsknieniem…. Ostatni rok był dla mnie trudny- choroba, sprawy rodzinne i zawodowe odcisły duże piętno na mnie. Czułam, że jestem zmęczona, zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Marzyłam już tylko o kilku dniach „nic nierobienia”….


W tym roku na wypoczynek wybrałam się do Bronisławowa, nad zalew Sulejowski, zmieniając tym samym swoje wcześniejsze plany (z przyczyn rodzinnych zrezygnowałam z wyjazdu za granicę). Niczego jednak nie straciłam, wręcz przeciwnie zyskałam nie tylko nowe doświadczenie, ale i małą przygodę…  Mój urlop stał się wyjątkowy, a to za sprawą dwóch powodów… :-)

Na wakacje wyruszyłam pociągiem, z mężem i po raz pierwszy z kochanym psem Gabi. :-)  Nie powiem, było to dla mnie wyzwanie. Obawiałam się całego pobytu, ale także dotarcia na miejsce- jak się okazało niepotrzebnie. Gabci podróż zniosła bardzo dobrze. Szybko zadomowiła się także w hotelu, a w lesie hasała niczym sarna, znosząc nam przeróżne patyki i szczekając, by się z nią bawić. Tylko na posiłki zostawialiśmy psiaka w pokoju, pozostały czas spędzaliśmy wspólnie, spacerując i odpoczywając nad zalewem. Dookoła nas las, spokój i czyste lenistwo…



Również samo miejsce wypoczynku nie było wybrane przypadkowo. :-) Niegdyś jako dziecko przyjeżdżałam tu z rodziną. Były to dla mnie cudowne czasy zabawy i poczucia beztroski, za którymi najzwyczajniej w świecie tęsknie. Dlatego tak bardzo chciałam tu wrócić i choć na moment przypomnieć sobie tamte chwile.










W otaczającej mnie ciszy zrozumiałam, ile szczęścia przyniósł mi tegoroczny urlop. Dane mi było znów spełnić swoje kolejne małe marzenie. Powróciłam do miejsca z dzieciństwa po wspomnienia i pozytywne emocje. Na domiar tego w towarzystwie dwóch istot, które kocham ponad życie ♥♥♥ Dla takich chwil warto żyć i warto się starać . Wiem, że życie to tylko chwila i to od nas zależy, jak będziemy ją umieli wykorzystać. I łza na końcu też się zakręciła, ale wszystko, co dobre podobno szybko się kończy… Ciężko było wyjeżdżać…  Wróciłam więc do mojej rzeczywistości i obowiązków, których przybywa. I choć już jestem w domu, wspomnienia z wakacji wciąż są dla mnie żywe…

A jaki był Wasz tegoroczny urlop? :-)






♥♥ Przesyłamy Wam moc uścisków!!! ♥♥





Copyright © Urodzianka.pl