Test Syoss Root Retoucher



Syoss1

Jakiś czas temu testowałam  spray Magic Retouch Loreala. Ponieważ pojawia się coraz więcej pytań dotyczących tego produktu, pomyślałam, że przeprowadzę kolejny test, tym razem z Syoss, który jest nowością na naszym rynku.


Root Retoucher Syossa  to spray maskujący odrosty, jednak można go również stosować w przypadku posiadania siwych włosów. Osobiście działam we dwie strony – tuszuje odrastające siwe włosy i jednocześnie maskuje odrosty, które po 2,3 tygodniach są już dość widoczne. W ten sposób „odwlekam”  farbowanie włosów zwykłą farbą o kolejne 3,4 tygodnie.

Jeśli chodzi o Syossa to wybrałam  odcień „ciemny brąz”, który wydał mi się najbardziej zbliżony do moich włosów. Wspomnę, że w przypadku tego produktu Syoss zastosował nieco inną paletę kolorów. By lepiej to wytłumaczyć posłużę się w tym przypadku przykładem wybranego przez siebie produktu  „ciemny brąz”. Na opakowaniu produktu widzimy, że dopasowuje się on do innych kolorów włosów, ale utrzymanych w tonacji ciemnych brązów. I tu też sprawdził się pod tym względem bardzo dobrze. Takie samo zastosowanie występuje w innych barwach.

Syoss2



Tak przedstawiały się moje włosy przed użyciem Syossa. Po bokach przedziałku widoczny jest zarówno inny odcień włosów, jak i same siwe włosy, których w rzeczywistości jest znacznie więcej. Trudno jest samej robić tego typu zdjęcia, więc z góry proszę o wyrozumiałość. Zdjęcie robione było również przy świetle dziennym w słoneczny dzień, co wpłynęło odrobinę na barwę włosów, które na co dzień są troszkę ciemniejsze.

Syoss-przed



A tak przedstawiają się włosy po użyciu Syossa. Niewątpliwie kolor został wyrównany i co ważniejsze po moich siwych włosach nie ma śladu. Efekt utrzymuje się do pierwszego mycia szamponem. W drugim dniu noszenia sprayu nie widziałam też szczególnych oznak jego znikania. Na opakowaniu (120 ml) widnieje informacja do 25 aplikacji. W moim przypadku spray wystarczył jedynie na 14 razy i tu też dodam, że korzystam z niego „oszczędnie”. Moje włosy są gęste i grube, dlatego produkt w takim przypadku wystarcza na znacznie krócej. Spryskuje jedynie te partie, na których mi zależy najbardziej, czyli przedziałek, przód głowy i ewentualnie boki, jeśli zbieram włosy.

Syoss-po1

Syoss nie jest również bez wad, ale o tym już za chwilę. W następnym poście  porównam dla Was jednocześnie dwa produkty: Loreal „Magic Retouch” i Syoss „Root Retoucher”.



Copyright © Urodzianka.pl