Odzyskanie domeny – nerwy i konsekwencja nie poszły na marne


Zapewne pamiętacie, jak całkiem niedawno pisałam, że zmieniam domenę nie z własnej woli (http://urodzianka.pl/2017/05/10/zmiana-domeny-czyli-dlaczego-urodzianka-pl-zamienia-sie-w-urodzianka-com/ ).  Wspominałam wówczas, że sprawa jest w toku- została przekazana prawnikowi.  Adwokat, który zajął się moim problemem,  wystosował do „bohatera mojego nieszczęścia- Pana X” korespondencję, która była już ostatecznym wezwaniem do oddania domeny. Poskutkowało. Odzyskałam moją własność, choć byłam wstrzymywana w niepewności do ostatniego dnia..  Oficjalnie Urodzianka.pl jest już w moich rękach.



Co by było, gdyby….


Zakładałam, że Pan X nie zwróci mojej domeny, dlatego wolałam asekuracyjnie przenieść ją na „.com”. Wówczas sprawa oparłaby się o sąd, byłam już na to gotowa. Dlaczego? Wiedziałam, że prawo stoi po mojej stronie, miałam na to dowody  i chciałam to udowodnić, by inni ludzie w podobnej sytuacji również nie dawali za wygraną. Mam swoje zasady, szanuje wszystkich jednakowo, ale także i mnie należy się szacunek.

Urodzianka.pl od początku była moim „dzieckiem internetowym”, a ja jako matka nie mogę jej porzucić, wręcz przeciwnie, pokochałam ją jeszcze mocniej – o ile to możliwe…  Powracam do początku, a Wam bardzo dziękuje, że byliście w tych trudnych chwilach ze mną. Pamiętajcie – zawsze warto walczyć w imieniu dobrej sprawy i nie poddawać się. Zmian już nie będzie, byłam, jestem i będę Urodzianka.pl

Dziękuje wszystkim !!!!

AOK- oczyszczanie i tonizowanie twarzy






Do kosmetyków AOK mam ogromny sentyment. Zważywszy na fakt, że w ostatnich tygodniach testowałam kolejne dwa produkty z tej serii, których jeszcze wcześniej nie miałam, pomyślałam, że powrócę do tematu „dobrodziejstw kosmetycznych z Niemiec”.  Tym razem zaproponuje Wam cztery sprawdzone kosmetyki do oczyszczania i tonizowania cery mieszanej i tłustej.



Pierwszy to produkt dostępny od kilku miesięcy-  czyli płyn micelarny, który miałam okazję przetestować po raz pierwszy.  Bardzo łagodny o delikatnym zapachu. Nie szczypie w oczy, dlatego świetnie nadaje się do demakijażu. Co ważne- płyn nie wysusza i nie ściąga, wręcz przeciwnie, miałam wrażenie delikatnie nawilżonej cery, ale bez efektu świecenia. Ponadto bardzo wydajny. Nie zawiódł mnie i na pewno do niego jeszcze powrócę.


Dla osób poszukujących żeli do oczyszczania twarzy zaproponuje równie delikatny produkt o lekkiej, płynnej konsystencji. Wystarczy nałożyć jego niewielką ilość na zwilżoną twarz, wykonać delikatny masaż i spłukać obficie letnią wodą. Żel ten nie tylko oczyszcza, ale również odświeża naszą skórę. Jest doskonałym uzupełnieniem codziennej pielęgnacji twarzy.








Czas na oczyszczający peeling do twarzy, który pojawił się u mnie także po raz pierwszy. W jego składzie oprócz ekstraktu z białej herbaty odnajdziemy piasek morski, który ma także swoje odzwierciedlenie  w kolorze produktu.  Konsystencja jak dla mnie taka w sam raz, czyli nie za rzadka i nie za gęsta. Produkt nie jest oporny i z łatwością możemy go zaaplikować na naszą cerę. Zawiera  drobinki, które są wyczuwalne podczas używania. Bezzapachowy. Oczyszcza i pozwala utrzymać naszą cerę (szczególnie mieszaną) w dobrym stanie. Stosowałam go średnio co dwa dni, najczęściej podczas kąpieli, na przemian z żelem.  Zapewne będzie już moim stałym bywalcem.





 

Na koniec mój ulubieniec, z którym jestem związana już czwarty rok… Kiedyś o nim wspominałam. To tonik do twarzy, zamknięty w bardzo poręcznym opakowaniu z dozownikiem. Wysoka jakość za bardzo przystępną cenę (czasem mogłam natrafić w Niemczech na promocję, gdzie tonik można było zakupić już za 2,50 Euro. Normalna cena około 3,50 Euro).  Nie dość, że fantastycznie odświeża swoim zapachem, to w dodatku bardzo dobrze oczyszcza naszą skórę także z makijażu, o czym nie raz się przekonywałam. Bywało, że przed nim użyłam innego produktu i wacik był już czysty, po czym okazywało się, że tonik AOK „zebrał” kolejną warstwę makijażu… Produkt nie szczypie też w oczy i nigdy w żaden sposób mnie nie uczulił. Dla mnie może konkurować z najlepszymi…





Czy miałyście już do czynienia z tymi produktami? A jeśli nie, który z nich Was zainteresował?



Zmiana domeny- czyli dlaczego Urodzianka.pl zamienia się wUrodzianka.com

Historia zaczęła się banalnie. Wystawiłam ogłoszenie o zleceniu stworzenia bloga, zgłosiło się kilka osób, wybrałam jedną z nich i ruszyły prace…




Pan X, któremu powierzyłam zlecenie, początkowo wydawał się normalny i bardzo pomocny. Wszystko ustaliliśmy telefonicznie oraz e-mailowo. Pierwsze tygodnie nie wzbudziły we mnie żadnych podejrzeń, do momentu notorycznie powtarzających się epizodów typu nieodbieranie telefonu czy wymówek w stylu : „przepraszam, już się za to zabieram”, „mogę porozmawiać z Panią albo o 6.00 rano, albo 22.00 wieczorem”, „mam problemy rodzinne” itp.  Jestem bardzo wyrozumiałą osobą, ale kiedy uświadomiłam sobie, że prace są przeciągane w nieskończoność i mija już kolejny miesiąc pomyślałam, że to chyba nie tak miało wyglądać… W końcowym efekcie Pan X zrezygnował z dokończenia prac na blogu, nie podając żadnego wyjaśnienia (jaka ja głupia byłam- czekałam i czekałam, wciąż mając nadzieje, że wszystko się ułoży). Uprzedzając pytanie : tak, rozliczyłam się z tym Panem, za część pracy, którą wykonał- sam wystawił fakturę. I tu zaczęły się moje problemy…

Kiedy Pan X rozpoczynał ze mną współprace nad blogiem, zaproponował że serwer, jak i domenę wykupi tymczasowo na siebie (bo tak podobno będzie łatwiej), po czym przepisze ją na mnie… Zaufałam i zgodziłam się na to, żyjąc w przekonaniu, że Pan X jest osobą uczciwą i wywiąże się z wcześniejszych ustaleń… Tak się jednak nie stało… Kiedy tylko opłaciłam wykonanie części pracy, Pan X zaczął mnie unikać, a w końcowym efekcie po dziś dzień udaje, że mnie nie zna…



Gdzie popełniłam błąd?

Po pierwsze zaufałam, a po drugie nie spisałam oficjalnej umowy w formie papierowej „z Panem mojego nieszczęścia”, gdzie wyraźnie deklaruje on przepisanie zarówno serwera, jak i domeny po zakończeniu zlecenia. Na szczęście istnieje jeszcze korespondencja e-mailowa, która jak się okazuje, jest także pełnowartościowym dokumentem- pamiętajcie o tym. Sprawa przekazana została do prawnika i jest w toku postępowania.



Dlaczego o tym piszę?

Przede wszystkim, ku przestrodze dla innych.  Spisujcie umowy z podwykonawcami waszych prac i pomysłów, choćby nie wiem, jak byli sympatyczni. Taki dokument  w razie zaistniałych problemów bardzo wam pomoże i ułatwi dalsze dochodzenie w sprawie.  Zaoszczędzi także wiele waszych nerw, którymi ja zostałam „ot tak po prostu” obdarowana…  Często nie zdajemy sobie nawet sprawy, że coś co jest naszym dobrem intelektualnym, okaże się też być cenną wartością dla drugiej osoby, która będzie chciała z tego skorzystać…  Taki oto los szykuje człowiek człowiekowi…

Na razie podjęłam decyzję  o nieujawnianiu danych Pana X, ale pobawię się jego bronią, którą karmił mnie przez ostatnie tygodnie – czyli niepewnością.  Jeśli trzeba będzie i ja pokarmię nawet latami, o zgrozo – jestem bardzo pamiętliwa.  Dlatego kieruje tylko jedno zdanie w stronę „Pana mojego nieszczęścia”, który zapewne to czyta – nie czyń drugiemu co tobie niemiłe.

Nie omieszkam jednak dodać jednej, istotnej informacji… Najtragiczniejszy w tej historii jest fakt, że Pan X na co dzień „udaje” porządnego obywatela, który nie tylko udziela się społecznie, ale również aspiruje do wyższych stanowisk politycznych. Boże, broń nas przed takimi politykami!!!



Co dalej?

Sytuacja ta wymusiła na mnie wykupienie nowej domeny i przeniesienia całości bloga. Nie mogłam już dłużej znosić tej ignorancji i niepewności czy w którymś momencie „łaskawy pan X” nie zablokuje mi dostępu do mojego bloga lub go nie usunie… Mojego „dziecka internetowego” nikt mi nie odbierze. Jestem pomysłodawczynią nazwy Urodzianka i tylko to się dla mnie liczy. Pl czy com to jedynie adres domeny, na którą i tak trzeba zapracować UCZCIWĄ PRACĄ. A wyrządzone zło powróci i to ze zdwojoną siłą.

Odświeżona, ale jednak po przejściach wstępuje na nową drogę z moją Urodzianka.com

Jednocześnie proszę wszystkich czytelników  o udostępnianie tego postu oraz dzielenia się nim, by jak najwięcej osób mogło uchronić się przed podobnymi sytuacjami.

P.S. Co sądzicie o tego typu nieuczciwych praktykach? Czy spotkaliście się z czymś podobnym?

L`oreal Magic Retouch i Syoss Root Retoucher- porównanie i końcowa ocena





W poprzednich postach prezentowałam Wam testy obydwóch produktów. Tym razem przyszedł czas na końcowe porównanie, w którym spróbuje nakreślić zarówno mocne, jak i słabe strony  tychże sprayów. Odpowiem również na pytanie, który produkt wydał mi się lepszy i dlaczego.


Rozpocznę więc od zalet…

  1. Oba spraye bardzo dobrze radzą sobie z maskowaniem odrostów oraz siwych włosów. Po ich użyciu problem bardzo szybko znika, oczywiście do pierwszego mycia włosów, ale zawsze to coś. Dobre krycie utrzymywało się u mnie dwa dni, w trzecim dniu już lekko prześwitywały odrosty i siwe włosy. Więcej dni nie wytrzymałam z uwagi już przetłuszczonych włosów.

  2. Oba produkty są bezzapachowe, dlatego zaliczam to do zalet, gdyż ciężko byłoby trafić w gust każdej osoby. Bezzapachowy kojarzy mi się jako uniwersalny, ale oczywiście ktoś inny może to uznać za wadę

  3. Bardzo łatwa aplikacja sprawia, że każdy z nas bez problemu poradzi sobie z użyciem produktu.

  4. Oba produkty nie wywołały u mnie żadnych podrażnień, a tego się obawiałam, gdyż mam dość wrażliwą skórę.

  5. Nie zauważyłam szczególnego zniszczenia włosów, tak więc mam wrażenie, że zwykłe farby bardziej je niszczą.

Co do wad…

  1. Po pierwsze oba produkty delikatnie farbują zarówno skórę głowy, jak i palce (w moim przypadku palce były bardziej uciążliwe). Jeśli więc czujemy potrzebę podrapania się po głowie, bądźmy przygotowane na zafarbowane opuszki palców… Farba na szczęście pod wpływem wody schodzi łatwo, ale umycie rąk jest niezbędne.

2. Jeśli chcemy spryskać sprayem (zarówno jednym, jak i drugim) przód głowy, warto zrobić to delikatnie i z wyczuciem najlepiej używając w tym celu drugiej ręki, którą zasłonimy czoło. W przeciwnym wypadku spray może trafić na naszą skórę, pozostawiając drobne ślady w postaci kropeczek itp… Lepiej tego uniknąć, chociażby dlatego, że jeśli mamy już wykonany makijaż trzeba go będzie odrobinę poprawiać. Tu więc radzę być ostrożnym.



  1. Do minusów można również zaliczyć w obydwóch przypadkach dość małą paletę barw. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni, jednakże warto to mieć na uwadze. Przy zakupie najlepiej dobrać kolor najbardziej zbliżony do naszego odcienia włosów. Brunetki oraz blondynki mają największe szanse w odpowiednim doborze produktów.

  2. Zauważyłam również, że w przypadku Syossa włosy sprawiały wrażenie bardziej cięższych i sztywnych od nasady co miało także wpływ na rozczesywanie.

  3. Normalna cena sprayów oscyluje w granicach 30,00 natomiast spray Syossa jest troszkę wydajniejszy z uwagi na większą pojemność. Cena mimo wszystko jest dość wysoka. Trudno też mówić o sztywnych regułach wydajności – wszystko zależy od tego, jaki mamy włos (cienki czy gruby), ile mamy włosów oraz jak używamy spraye (na ile przedziałków na głowie go zużyjemy, jak dużo mamy siwych włosów itp..)

     Który lepszy?

Z mojego punktu widzenia oba produkty są bardzo podobne do siebie, z tym że L`oreal ma nieco większą przewagę, gdyż nie odnotowałam przy nim takiej ciężkości włosów  u nasady. Jest jednak mniejszy, jego pojemność to 75 ml. Natomiast przy Syossie trudno mi było momentami rozczesać włosy, które wydawały się być bardzo sztywne u nasady. Syoss za to ma większą pojemność – 120 ml. Poza tym dużych różnic w jakości, czy samym sposobie używania nie ma.




Czy warto kupić? Końcowa ocena.

Moim osobistym zdaniem mimo tych wszystkich wad ,jakie istnieją, uważam, że warto. Obydwa produkty nie są doskonałe, ale póki co wybieram mniejsze zło. Siwe włosy, których mam już sporo wyglądają o wiele gorzej niż te wszystkie wady produktów. To moja zmora, dla której jestem w stanie przecierpieć powyższe nie dogodności. Odrosty również nie przedstawiają się estetycznie… Dzięki tym sprayom przedłużam sobie farbowanie odrostów o miesiąc, z czego jestem zadowolona. Moje włosy w ten sposób mają szansę na dłuższy odpoczynek, a ja tym samym mam odrobinę więcej czasu dla siebie.

Każdy z was musi więc podjąć ostateczną decyzję przed zakupem, ja jedynie mogę coś zasugerować.  Mam nadzieję, że ten post pomoże wam w podjęciu właściwej decyzji.

Jeśli jeszcze się wahacie lub macie dodatkowe pytania – po prostu piszcie.



loreal2

Copyright © Urodzianka.pl