Neutrogena- kremowy żel i peeling


neutrogena-emulsja

Pomimo że mamy okres zimowy, ja na przekór pogodzie postanowiłam przypomnieć sobie lato na twarzy.  Wybrałam tym razem dwa produkty Neutrogeny- peeling i kremowy żel o orzeźwiającym zapachu grapefruita.  Który moim zdaniem okazał się lepszy?




KREMOWY ŻEL-  produkt ten ma za zadanie przede wszystkim oczyścić naszą skórę twarzy, szyi i dekoltu. Jeśli przystępujemy do oczyszczania z dużym makijażem proponuję, by wpierw jednak wykonać demakijaż twarzy – emulsja jako sama raczej nie poradzi sobie z tym zadaniem. Druga rzecz, którą niestety mogę zaliczyć do minusów tego produktu, to fakt, że w trakcie stosowania ciężko jest ją zmyć. Trzeba się przy tym troszkę „napracować”, bo emulsja ma postać kremu, który po nałożeniu na skórę nie schodzi zbyt łatwo.  Opracowałam na to swój patent – emulsji używałam razem z peelingiem, łącząc te dwa produkty, znacznie szybciej szło mi ich usuwanie z twarzy. Plusy- to piękny zapach, łatwe i poręczne opakowanie, duża wydajność oraz brak uczucia ściągnięcia skóry.


PEELING-  natomiast ma postać żelu . Posiada malutkie, złuszczające drobinki,  które mają za zadanie odblokować pory oraz zapobiegać powstawaniu nowym wągrom czy pryszczom. W tej roli sprawdza się naprawdę dobrze. Przy codziennym stosowaniu skóra jest czystsza, mniej świecąca i wydaje się być bardziej odżywiona. Nuta różowego grapefruita dodatkowo pobudza zmysły i  sprawia, że czujemy się rześko po oczyszczeniu. Produkt sam w sobie bardzo lekki i łatwy w aplikacji. Nie zauważyłam również, by wysuszał czy ściągał skórę.  Jeśli miałabym wybierać spośród tych dwóch produktów na pierwszym miejscu, postawiłabym właśnie peeling, natomiast kremowy żel potraktowałabym jako dobre uzupełnienie kompletu.

neutrogena-peeling

Test L'Oréal Magic Retouch



przed-loreal1


Posiadaczki siwych włosów wiedzą doskonale jakim są one utrapieniem. Gdy włosy rosną, od czubka głowy znów widać siwiznę, którą na nowo staramy się ukryć kolejnym farbowaniem… Niestety, wiem coś o tym… Farbuje odrosty średnio co trzy tygodnie, gdyż niestety na mojej głowie pojawia się ich coraz więcej. Każda forma przedziałku na włosach sprawia wrażenie mało estetycznego, a mnie powoli sił zaczyna brakować, gdy sięgam po kolejną farbę, po to, by znów ufarbować odrosty. I tak w kółko… Ileż można? …




Przypadkowo odwiedzając Rossmanna wpadła mi w oko nowość L’Oréal o intrygującej nazwie „Magic Retouch”. Po szybkim przeczytaniu „błyskawiczny retusz odrostów w sprayu” bez chwili zastanowienia odszukałam kolor najbardziej pasujący do moich włosów (jest kilka odcieni) i włożyłam do koszyczka. Już następnego dnia o poranku przed wyjściem postanowiłam wypróbować nowe cudo, bo jak się okazało, dla mnie było to naprawdę pozytywne odkrycie…

Na sprayu widnieje informacja, by:



  1. Przed użyciem wstrząsnąć.

  2. Trzymać butelkę w pozycji pionowej.

  3. Nanosić na suche, wymodelowane włosy, rozpylając na włosach delikatnym strumieniem w odległości ok. 10 cm od nasady.

Tak też wykonałam. Ku mojemu zdziwieniu nagle moje siwe włosy zniknęły, a ja z uśmiechem na twarzy  pomyślałam: „jaka ulga”…


Wady produktu


Spray oczywiście nie jest doskonały…

Przede wszystkim czynność rozpylania należy powtarzać po umyciu włosów, gdyż kosmetyk ten spłukuje się po każdej naszej kąpieli.

Druga sprawa: należy trzymać się określonej odległości rozpylania produktu. Czym większa, tym lepsza. Jeśli produkt zastosujemy bliżej będziemy mogli zauważyć „delikatne zabarwienie skóry głowy” (udokumentowałam to przy zdjęciu „po”).

I trzecia uwaga: produkt moim zdaniem nie należy do najtańszych, za pojemność 75 ml zapłacimy 29,99. Cała nadzieja w wydajności, póki co użyłam 9 razy i wciąż jeszcze go mam.


Choć aparat nie ujął tego obrazu, tak jak bym chciała, po bokach przedziałku widoczne są po całej długości moje siwe, prawie dwu centymetrowe odrosty, które tu na fotografii wyglądają jakby „odbijały się od lampy”.





Zdjęcie po:


po-loreal1

Chciałam jak najlepiej ująć różnicę pomiędzy zastosowaniami produktu. Mam nadzieję, że ją widzicie, w rzeczywistości wyglądało to znacznie lepiej. Produkt za blisko rozpyliłam, ale zrobiłam to celowo, byście mogli zobaczyć delikatne „zafarbowanie skóry”.



Ten błyskawiczny retusz odrostów w sprayu to takie szybkie SOS, dla posiadaczek siwych włosów, które chcą w bardzo szybki sposób je ukryć, czy chociażby odpocząć od ciągłych farbowań odrostów. Kosmetyk ten nie przesusza włosów ani skóry głowy, jest łatwy w obsłudze i doskonale spełnia swoją funkcję maskującą, w dodatku przygotowano różne jego odcienie, od czarnego po jasny blond, tak więc każda, jak i każdy z nas będzie mógł dopasować je do swojego koloru włosów. Piszę też „każdy” nie bez powodu… Nie zapominajmy drogie Panie, że również i Panowie borykają się z tym problemem…

W moim odczuciu produkt jak najbardziej wart zainteresowania.

Jeśli więc chcemy rzadziej sięgać po farbę do włosów i zaoszczędzić wiele czasu, a przy tym cieszyć się wspaniałym wyglądem bez siwizny to ten produkt jest również dla Was! Ja jestem na tak!

Czekam na Wasze opinie.

loreal-glowne



Odżywka do włosów O`Herbal





odzywka-herbal


Wciąż poszukuje nowych odżywek do włosów. Tym razem postanowiłam wypróbować produkt z drogerii, jednakże z małym zastrzeżeniem… Założyłam sobie, by posiadał on składniki pochodzenia naturalnego. Po chwili zastanowienia wybrałam odżywkę do włosów zniszczonych i suchych O` Herbal Elfa Pharm.


Kilka słów o składnikach

Odżywka zawiera ekstrakt z nasion lnu, dzięki czemu posiada właściwości nawilżające. Ponadto w jej skład wchodzi oliwa z oliwek, kwas mlekowy, proteiny mlekowe i pantenol. Co ważne- nie zawiera silikonów i barwników.

Konsystencja

Gęsta i dość zbita, jednak dozownik świetnie daje sobie z nią radę.

Zapach

Bardzo przyjemny i delikatny.

Opakowanie

Duże - 500 ml. Dozownik sprawuje się bardzo dobrze i sprawnie. Podczas użytkowania nie miałam z nim żadnego problemu.

Ogólna ocena


1.Niewątpliwie atutem odżywki jest nawilżenie włosów. W skali od 1 do 5 określam je na 4, przy czym muszę dodać, że akurat moje włosy po rozjaśnianiu są mega przesuszone i mało który produkt radzi sobie w takiej sytuacji.

2.Po kilku stosowaniach zauważyłam również, że włosy są delikatniejsze w dotyku i znacznie lepiej rozczesują się po kąpieli, tak więc drugi duży plus.

3.Jestem także mile zaskoczona wydajnością produktu oraz konsystencją, która  świetnie wchłania się we włosy.

4.Przystępna cena to kolejny atut (około 22,00 w Rossmanie)

Czy powrócę do niej? Zdecydowanie tak. Uważam, że produkt jest wart zainteresowania. A czy Wy go znacie?

5 rzeczy, które pozytywnie zaskoczyły mnie w Niemczech



marguerite-74886_1280


Nie długo minie rok odkąd powróciłam z ponad dwuletniego pobytu w Niemczech. Miałam dużo czasu, by pewne rzeczy przemyśleć i zrozumieć. Wyciągnęłam wiele wniosków. M.in. zdałam sobie sprawę, że nie warto roztrząsać rzeczy złych, lepiej skupić się na tych pozytywnych stronach. I tak powstał zamysł tego wpisu, w którym przedstawiam Wam, co pozytywnie zaskoczyło mnie w Niemczech. Dodam, że mieszkałam w małym miasteczku i nie wiem, czy wszystkie pozytywy tu ujęte, wyglądają tak samo w dużych miastach.



  1. Wysoka kultura jazdy

Mówię to z perspektywy pieszego, który razem z rowerzystą i motocyklistą jest na drodze „osobą świętą”. Wiele razy doświadczyłam, jak dochodząc tylko do krawężnika (nie koniecznie do pasów) samochód już zatrzymywał się, bym mogła przejść na drugą stronę. Było to naprawdę miłe i z początku wręcz „dziwne”, ale oczywiście pozytywnie. Każdy spokojnie czeka, ustępuje, nie wyprzedza i „nie trąbi”.


  1. Na zakupy z psem

Jako miłośniczka zwierząt byłam prze szczęśliwa, gdy zobaczyłam, że do sklepów (oprócz spożywczych) ludzie wchodzą ze swoimi pupilami. I tak moja Gabusia stała się wiernym kompanem na zakupach. Odtąd już chodziłyśmy wspólnie po sklepach, do przymierzalni, kasy itp., a sprzedawcy ani razu nie zwrócili nam uwagi. Szczególnie lubiłam soboty, kiedy można było w sklepach ujrzeć wiele przyjaznych czworonogów.  O dziwo zawsze panował spokój, pieski nigdy nie szczekały i zachowywały się bardzo grzecznie. Tego bardzo mi brakuje.


  1. Miseczka wody dla naszego przyjaciela.


Latem większość sklepów czy restauracji wystawiało miseczki z wodą dla wszystkich spragnionych psiaków. Każdy z nich mógł dojść, napić się, odpocząć z właścicielem i iść dalej. Niby nie wiele, a jednak wiele…


  1. Dozwolona jazda po piwie.


Nie zrozumcie mnie źle, nie zamierzam tu propagować alkoholu, ale szczerze- byłam zdziwiona, gdy usłyszałam, że można wypić dwa piwa, po czym wsiąść za kierownicę i jechać. Nie można jedynie wyjeżdżać na autostradę. Dlaczego ujęłam to w pozytywach? – otóż wychodzę z założenia, że im więcej mamy zakazów, tym bardziej nasza natura nas korci… Lubimy łamać zakazy, a jeśli zakaz stałby się dozwolony? Uważam, że niemieckie społeczeństwo dorosło do korzystania z tego właśnie przywileju – oczywiście jest to tylko i wyłącznie moje osobiste zdanie.


  1. Styczność z wieloma kulturami.


Z początku musiałam się do tego przyzwyczaić. Ilość kultur żyjących w Niemczech początkowo „przerażała mnie”. Kiedy znalazłam się w szkole niemieckiej, zaczęłam również rozumieć zjawisko „emigracji”. Miałam okazję poznać ludzi i ich historię z całego świata. Niektórzy z nich okazali się wspaniałymi kompanami nie tylko podczas nauki, ale i codziennego życia w Niemczech. Zaliczam to jako wspaniałe doświadczenie, z którego wyniosłam wiele pozytywów.


Wiadomo inne miejsce, inni ludzie, inne zachowania i mentalność. Choć moja „przygoda” z tym krajem póki co dobiegła końca, dziś miło wspominam tamte chwile...


Jestem ciekawa, jakie są Wasze pozytywne doświadczenia pobytu za granicą?



Dobrodziejstwa kosmetyczne z Niemiec- małe "miszmasz"




szampon

To ostatni na obecną chwilę artykuł, jaki dla Was przygotowałam z serii dobrodziejstw kosmetycznych z Niemiec.


Małe „miszmasz” to różne produkty, które miałam okazję wypróbować  i które okazały się z jakichś powodów trafnym wyborem.

Zacznę od przeciwłupieżowego szamponu Alverde, który nie raz pomógł mi w doskwierającym łupieżu. Pomimo że szampon ma jedną dużą wadę i tak uważam, że jest wart zakupu, kiedy np. mamy utrudniony dostęp do dermatologa i nagle pojawia się nam uporczywy łupież. Właśnie w takiej sytuacji kiedyś się znalazłam. Powrócę jednak do wady – szampon niestety bardzo wysusza nam włosy, dlatego ważne jest, by używać go jak najbliżej skóry głowy. Po kuracji, warto też mocnej odżywić włosy. Ogromnym plusem jest fakt, że produkt ten nigdy mnie nie zawiódł, a dodam, że często przebywając w Niemczech zmiana wody powodowała u mnie uporczywy, w dodatku tłusty łupież, który był dla mnie bardzo nieprzyjemny. Szampon też niwelował uczucie swędzenia, co działało na mnie jak balsam. W moim przypadku wystarczyło, że użyłam go 4 do 5 razy, średnio co dwa dni, a łupież znikał na wiele tygodni.





maslo-do-stop

Alverde - masło /krem do stóp – skóra szczególnie sucha.

Doskonale sprawdził się w okresie letnim, kiedy temperatury były bardzo wysokie, a skóra na moich stopach wysuszona i pomarszczona. Nie dość, że krem doskonale odżywia i nawilża, to w dodatku posiada bardzo orzeźwiający, limonkowy zapach, który nadaje poczucie świeżości. Dla uzyskania lepszych efektów proponuje stosować na noc, by produkt mógł dobrze się wchłonąć. Dodam, że opakowanie jest bardzo wydajne.





olejek-do-ciala

Balea- olejek do ciała.

Szczególna seria Luxury wie jak sprawić, byśmy poczuły się wyjątkowo. Olejek bardzo dobrze nawilża nasze ciało, a ponadto posiada wyjątkowy zapach oraz drobinki brokatu, które niezwykle delikatnie mienią się na naszej skórze. Produkt sam w sobie nie jest „bardzo tłusty”. Dość łatwo wchłania się w naszą skórę i nie pozostawia tłustych smug czy plam na ubraniach. Wspomnę też , że z tej serii posiadałam również nieziemski płyn do kąpieli. Niestety natrafiłam ostatnio na jego brak w dm, stąd nie mogę Wam go zaprezentować.





perfumy-do-wlosow

Balea – perfumy do włosów

W pierwszej chwili byłam przekonana, że to mgiełka do ciała, ale gdy przeczytałam, że jest przeznaczony do włosów – pomyślałam „sprawię sobie taki wynalazek”. Nigdy wcześniej nie posiadałam mgiełki do włosów, tym samym moja ciekawość wygrała i tak produkt znalazł się w moim koszyku. Szybko doceniłam jego atuty: kwiatowy, przyjemny zapach, który nadaje na długo naszym włosom wyjątkowy zapach, łatwość aplikacji (wystarczy spryskać nim włosy) oraz wydajność. Można go stosować zarówno na suche włosy, jak i mokre, prosto po umyciu. Ciekawy gadżet, który nadaje naszym włosom nutkę czaru.

Czy znacie te produkty? A jeśli tak jakie są wasze wrażenia?

Dobrodziejstwa kosmetyczne z Niemiec - mleczka i toniki



mleczka-1

W tym zestawieniu znalazły się tym razem cztery produkty, które z pewnych względów urzekły mnie na tyle, by o nich opowiedzieć.


Jeśli chodzi o mleczka- z dm próbowałam różnych, ale te dwa szczególnie wyróżniały się na tle konkurencji. Lavera – to już klasyka, która ma ugruntowaną pozycje na rynku niemieckim. Przeznaczona dla „bardziej wymagających klientów”, którzy poszukują wysokiej jakości produktów za rozsądną cenę. Przedstawione mleczko oczyszczające do twarzy to doskonały kosmetyk, który przede wszystkim nie podrażnia naszej skóry i oczu, a jednocześnie bardzo dobrze oczyszcza naszą twarz, również z makijażu. Warto też dodać, że jest to naturalny kosmetyk, bez parabenów, silikonów itp…  Posiadaczki cery wymagającej czy wrażliwej na pewno się nie zawiodą. Dodam, że produkt jest również bardzo wydajny – same plusy.

Mleczko Balea- jak do tej pory za tą cenę nie znalazłam wyższej jakości. Początkowo miałam nawet obawy przed jego użyciem, ale jak się okazało – nie potrzebnie. Produkt przeznaczony jest do każdego rodzaju cery. Nigdy mnie nie uczulił,ani nie podrażnił. Doskonale  oczyszcza naszą twarz nawet z mocniejszego makijażu. Ma lekką konsystencję, dzięki czemu nie pozostawia „tłustej poświaty”. Świetnie sprawdza się w codziennej pielęgnacji twarzy. Mleczko to jest również chętnie wybieranym produktem w drogeriach dm w Niemczech. Trudno o lepsze.

toniki1

Czas na toniki.
W roli głównej dwa – Balea i AOK do cery mieszanej oraz tłustej. Dla mnie to „numery jeden”. Uwielbiam je. W tonik Balea zaopatrzymy się w dm, natomiast AOK dostępny jest na pewno w niemieckiej drogerii Muller. Oba doskonale tonizują oraz nadają świeżość naszej twarzy.  Posiadają delikatny, a jednocześnie orzeźwiający zapach. Zmniejszają widoczność porów. Doskonale sprawdzają się latem, gdzie przy codziennym stosowaniu nasza skóra ma mniejszą tendencję do „błyszczenia się”. Przy ich używaniu nie spotkamy się także z efektem ściągnięcia skóry. I na dokładkę – produkty o bardzo przystępnej cenie, czego chcieć więcej? Po dziś dzień, jeśli tylko mam taką możliwość, chętnie po nie wracam. To już stali bywalcy w mojej łazience.

Fotorelacja z pokazu Semilac- Łódź 2016



p-rafal

W dniu 18.09.2016 byłam uczestniczką pokazu Semilac zorganizowanym w Łodzi w Centrum Konferencyjno-Bankietowym „Rubin”. 


Podczas spotkania wiele się działo. Na wszystkich uczestników czekała dawka ciekawej wiedzy. Omówione zostały produkty, jak i nowości wprowadzane na rynek. Ponadto prezentowane były pokazy i konkursy oraz przygotowany został poczęstunek, a także inne niespodzianki…

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami przygotowaliśmy dla Was specjalną fotorelację w tego wydarzenia.

Gwiazdą oraz prowadzącym cały pokaz był Pan Rafał Maślak, który okazał się bardzo miłą osobą. Podczas przerw był niemalże rozchwytywany do zdjęć i podpisów plakatów. Mnie również udało się go na chwilę „porwać”…



urodzianka-z-maslakiem


W trakcie całego wydarzenia odbyły się dwa pokazy zdobnictwa paznokci, w wykonaniu Pani instruktorki Agnieszki Ściepury oraz Magdaleny Tym, która dodatkowo prezentowała jak krok po kroku wykonać manicure hybrydowy. Obie Panie były świetnie przygotowane do pokazu, a ich zręczność w wykonywaniu zdobień były wręcz niewiarygodne… Dopracowane ruchy do perfekcji, tylko podziwiać. Oto dwie prace wykonane podczas pokazu, reprezentowane przez dwie modelki:

Pierwsza modelka Pani Agnieszki Ściepury i jej stylizacja:

modelka-1

semi-modelka-1

Druga modelka Pani Magdaleny Tym i jej stylizacja:

semi-mod-2

semi-modelka-2

Pan Rafał miał „pozytywną tendencję” przerywania pokazów, w trakcie których przedstawiał i zachęcał do konkursów. Chętnych nie brakowało. Pozytywna energia udzielała się wszystkim. Rozdano wiele nagród, w tym zestaw startowy do manicure hybrydowego. Każdy z uczestników konkursów odchodził z upominkiem w ręku. Warto było się zgłaszać.
Również podczas przerwy czekały „nie lada gratki”. Oprócz ciasteczek, kawy czy herbaty dużą popularnością cieszył się punkt sprzedaży oraz specjalna maszyna, która wykonywała zdjęcia uczestników pokazu. Oto ona:

foto-maszyna

Z racji dobrego nastroju również i ja skorzystałam z „czarodziejskiej budki”, która uwieczniła moją obecność na pokładzie Semilac.

zdjecia-z-maszyny



Każdy uczestnik pokazu został również obdarowany zestawem upominków, na który składały się gadżety takie jak: plakat, notes, ulotki informacyjne, smycz, dwa lakiery oraz imienny certyfikat uczestnictwa.

upominki

semi-lakiery

certyfikat



Udało mi się również „zdobyć podpis Pana Rafała Maślaka” na plakacie oraz wykonać kilka zdjęć przygotowanych wzorników:

plakat

wzornik-1



wzornik2



wzornik3



Niedziela pomimo niesprzyjającej aury na dworze, okazała się dobrze spożytkowana. Czas minął bardzo szybko, w dodatku w doborowym towarzystwie uczestników, jak i prowadzących. Czekam na kolejne niespodzianki ze strony Semilac!

Dziękuje!

Katarzyna Gołdyka-Barańska

Dobrodziejstwa kosmetyczne z Niemiec- kremy do twarzy




Dobrodz.kosm.z Niem. krem CV


Oprócz produktów Balea, w Niemczech można również zaopatrzyć się w inne, równie doskonałe marki kosmetyczne. W tym zestawieniu ujęłam znane na tamtejszym rynku i bardzo cenione kosmetyki, które także i dla mnie z pewnym względów stały się bardzo ważne.  Odcinek dobrodziejstw kosmetycznych z Niemiec tym razem tyczy się kremów do twarzy.


MIEJSCE 4


Tu znalazł się krem CV (Cadeavera), który dostępny jest w perfumeriach „Muller”.  Jest to produkt wegański, do stosowania na co dzień,  przeznaczony zarówno do skóry mieszanej, jak i tłustej. Nie zatyka porów. Bardzo lekka konsystencja sprawia, że szybko się wchłania. Posiada przystępną cenę, delikatny i przyjemny zapach oraz lekko niebieską barwę.  Minus jak dla mnie tylko jeden – w moim przypadku nie do końca dobrze sprawdzał się jako baza pod podkład, szczególnie w bardzo ciepłe dni. Podkład czasem „rolował się” i w początkowej fazie trudno go było nałożyć i dobrze rozetrzeć na twarzy. Natomiast w dni chłodniejsze sprawdzał się o wiele lepiej.


MIEJSCE 3


Dobrodz.z Niem.-krem lavera

To krem Lavera nawilżający i jednocześnie przeciw zmarszczkom na noc. Również wegański i organiczny. Zawiera koenzym Q10, olejek bio-jojoba oraz masło shea. Dobrze współgra z cerą wrażliwą- nie podrażnia jej, nie słyszałam też o przypadku uczulenia. Polecam szczególnie dla kobiet już po 30 roku życia, które poszukują pełnowartościowego produktu pielęgnacyjnego na noc. Przy regularnym stosowaniu uzyskujemy dobrze odżywioną i  napiętą skórę twarzy, szyi i dekoltu.  Dodam, że kosmetyk ten jest także bardzo wydajny.


MIEJSCE 2


Lavera-krem

Również Lavera, tym razem krem matujący na dzień. Jak powyższy- wegański i organiczny. Zawiera wyciąg z zielonej herbaty i nagietka. Konsystencja kremu jest „średnio ciężka”, ale nie przerażajmy się tym– krem dobrze rozprowadza się po twarzy, należy jedynie chwilkę odczekać, by dobrze się wchłonął. Może służyć również jako podkład pod makijaż. Ogromną jego zaletą, jest fakt, że skóra mieszana po kilkukrotnym jego zastosowaniu znacznie mniej się świeci. Jest to szczególnie ważne dla cer bardziej wymagających. 50 ml wystarczy nam na kilka tygodni. Artykuł wart zakupu i wypróbowania.


MIEJSCE  1


Krem AOK

AOK – dla mnie jest „szczególnie wybitny”, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Trafiłam na niego przez przypadek, szukając czegoś nowego w perfumerii „Muller”. W zasadzie skusiłam się ceną, produkt był w promocji i kosztował „aż 2,49 Euro” (normalna jego cena w 2013r., była większa o około 1 Euro)… Nie spodziewałam się po nim niczego dobrego, choć teraz już wiem, że to było moje błędne myślenie…  Krem na dzień, przeznaczony do cery tłustej i mieszanej.  Zawiera ekstrakt z żeń-szenia, który ewidentnie zwęża pory na twarzy, co w pierwszym zderzeniu było dla mnie bardzo zaskakujące, a wręcz nie prawdopodobne… Krem sprawdził się jako podkład pod makijaż, nawet w bardzo ekstremalnych temperaturach (testowałam go przy 40 stopniowym upale)…  W normalnych warunkach pozwalał na utrzymanie makijażu przez wiele godzin bez poprawiania. Nie było też mowy o świeceniu się skóry. Myślę, że jakość tego kremu nie odbiega od tych najdroższych, światowych marek.  Dla mnie to absolutny hit i szczerze go polecam!

Katarzyna Gołdyka-Barańska



Prawdy o przebaczaniu



rose-1271216_640

Przebaczanie to niezwykły dar, przede wszystkim dla samego siebie. Czy mamy tego świadomość?, a jeśli tak czy umiemy się na to zdobyć?  


Ile razy zdarzyło się nam pielęgnować nienawiść do sprawcy naszego nieszczęścia? Gdy miną już emocje, czy nie dojdziemy do wniosku, że była to najgorsza reakcja, jaką mogliśmy zastosować? Oto kilka prawd o przebaczaniu, które warto przeanalizować:

  1. Wybaczanie nie umniejsza twojej krzywdy.

Nieszczęście, jakiego doznałeś pozostaje to samo. Wybaczenie, a zapomnienie to dwie różne rzeczy, background-1122174_640 możemy wybaczyć, ale nie oznacza to, że o wszystkim zapominamy. Czy potrafimy rozgraniczać te dwie sprawy od siebie?

  1. Wybaczanie nie jest oznaką słabości czy głupoty, wręcz odwrotnie…

Zastanów się, czy nie warto być wyżej „ponad tym”, przecież nie musisz postępować jak inni. Do wybaczenia należy dojrzeć. Taka postawa wiele mówi o tobie, przede wszystkim osiągnąłeś stan równowagi i zapanowania nad złymi emocjami. Nie każdy to potrafi… Teraz przemawia przez ciebie nie naiwność, a mądrość życiowa, która jest wartością bezcenną. Masz to, czego inni z nas nie mają…

  1. Wybaczanie to proces czasem bardzo długi.


Tu nie ma nad czym się śpieszyć, nikt nas nie pogania. Być może ktoś tak cię skrzywdził, że nigdy mu do końca nie wybaczysz, ważne jest jednak, że próbowałeś. Potraktuj to jako twój własny, osobisty sukces, bo nie każdy umie zdobyć się na taki gest…

  1. Nie zważaj na to, czy druga strona zdobyła się na ten sam gest wybaczenia co ty.


Bardziej prawdopodobne jest, że nigdy nie zdobędzie się na ten ruch i nie zrozumie swojego czynu i postępowania. To dla ciebie nie powinno mieć znaczenia.

  1. Jak ułatwić sobie przebaczenie?


- wpierw wyraź swoje uczucia, powiedz, co cię boli, a jeśli nie umiesz wyrazić tego słownie, napisz list, to również doskonała metoda

- przeanalizuj, dlaczego spotkała cię krzywda, co miało na to wpływ, jeśli stwierdzisz, że nie ma na to racjonalnego wytłumaczenia, być może odpowiedź ukryta jest w przypadku, zbiegu okoliczności, który cię dotknął

- postaraj się odbudować własne bezpieczeństwo, jeśli trzeba będzie, uwolnij się od toksycznych osób, by zmniejszyć ryzyko powtórzenia się podobnej sytuacji

- zezwól na to by twój gniew i żal odeszły- w jaki sposób? Przede wszystkim nie powracaj do bolesnej sprawy, nie myśl o niej, oddziel ją grubą kreską w swoim życiorysie. Jeśli jednak uznasz, że jest to na chwilę obecną za trudne, prawdopodobnie nie jesteś jeszcze gotowy na wybaczenie.

Dobrodziejstwa kosmetyczne z Niemiec- Balea, dezodoranty


Balea-dezodoranty

Dezodoranty to ważny element naszej codziennej pielęgnacji. Zajmują one stałe miejsce w naszej łazience, garderobie czy torebce. Dostępny w sklepach ich ogromny asortyment sprawia, że jest w czym wybierać.


Poszukując czegoś nowego dla siebie natknęłam się w DM w Niemczech na dezodoranty Balea. Krążą o nich różne opinie – od tych bardzo pozytywnych, jak i po negatywne. Pomyślałam, że warto raz jeszcze przyjrzeć się bliżej tematowi.



Przede wszystkim musimy zadać sobie pytanie, czego oczekujemy od tych produktów. Jeśli trwałości 24- godzinnej/ lub 48- godzinnej to tu pewnie się zawiedziemy. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że każdy dezodorant umieszczony na zdjęciu utrzymywał się u mnie np. w lecie od 3 do 5 godzin.  Czas ten systematycznie wydłużał się w dwóch przypadkach: w chłodniejsze dni (od 4 do 7 godzin) oraz w nocy, kiedy jesteśmy w spoczynku. Oczywiście każdy z nas jest przypadkiem indywidualnym i trzeba to mieć na uwadze. Ponadto niektóre zapachy dla osób wrażliwych mogą wydać się w pierwszej chwili lekko duszące czy drażniące (dla mnie był to „Groovy Dance”). Taki stan rzeczy nie utrzymuje się na szczęście długo i po kilku sekundach ustaje. By uniknąć tego problemu, warto skorzystać z testera, ale jest to opcja tylko dla osób dokonujących zakupu osobiście w drogerii.


Dla mnie to dwie największe niedogodności tychże kosmetyków, czyli trwałość oraz pojawiający się na krótko drażniący zapach, ale to tyczy się tylko wybranych dezodorantów, nie wszystkich.

Jakie są więc atuty?


Niewątpliwie jednym z nich jest możliwość wyboru różnych zapachów od spokojniejszych, bardziej stonowanych („Sensitive” przypominający naszą Nivea- mój ulubiony) po żywsze i energiczne („Active”- bardzo ciekawy ). Miłym zaskoczeniem okazuje się także cena (0,65 Euro za sztukę w roku 2013) oraz wydajność. Dezodorant przy codziennym używaniu wystarcza na 4 do 5 tygodni. W trakcie stosowania żaden mnie nie uczulił i nie podrażnił, jednak czytałam o takich przypadkach. Tu drobna rada: produkt przed zastosowaniem należy zawsze dobrze wstrząsnąć i rozpylać w odległości 20-25 cm. Nie stosujmy go także na skórę podrażnioną np. po depilacji, odczekajmy dobę. Całość zamknięta jest w miłych dla oka opakowaniach.

W moim odczuciu warto wypróbować. Przyjmując skalę od 1 do 5, wybieram 4. Obniżona ocena spowodowana jest trwałością – mogłaby być dłuższa. Z drugiej jednak strony, mówiąc uczciwie nie oczekuję „cudów”, a biorąc pod uwagę fakt naprawdę niskiej ceny, otrzymujemy jakość na bardzo rozsądnym pułapie.

A jakie są wasze opinie?

Pozdrawiam.

Katarzyna Gołdyka-Barańska



Dobrodziejstwa kosmetyczne z Niemiec - Balea, żele pod prysznic

Balea-żele

Kąpiel z żelami Balea


Pierwszy raz z Balea spotkałam się trzy lata temu, a dokładnie pod koniec 2013 roku, kiedy to wyjechałam do Niemiec. Odwiedzając tamtejszą drogerię DM, przykuła mą uwagę duża ilość zróżnicowanych kosmetyków tej marki. Kolorowe pudełeczka mieniły się w oczach i początkowo przyprawiły mnie o mały zawrót głowy. Pomyślałam : dużo tego, trzeba coś wypróbować i tak z dużą nieufnością wybrałam jako pierwszy żel pod prysznic… Ponieważ kosmetyk spełnił moje oczekiwania, dokonałam kolejnych zakupów i kolejnych i tym sposobem po kilku miesiącach Balea na stałe zagościła w mojej łazience..

Wraz z powiększającą się kolekcją produktów zrodził się pomysł na serię artykułów pt. „ dobrodziejstwa kosmetyczne z Niemiec”. Jako pierwsze na plan idą wyżej wspomniane żele Balea, od których rozpoczęła się moja przygoda z tą marką.

Żele pod prysznic mają pojemność 300ml. Ich koszt w DM w roku 2013 wynosił 0,55 Euro za sztukę, także naprawdę nie wiele. Oprócz przyzwoitej ceny, żele te wyróżniają się jeszcze jedną ważną cechą, a właściwie dwiema – jakością i wydajnością. To główne atuty tych kosmetyków. Doskonale sprawdzają się w codziennej kąpieli, w dodatku możemy długo cieszyć się zakupionym produktem. Posiadają także szeroką gamę zapachową, która jest niewątpliwie ich kolejnym pozytywem. Do moich ulubionych należą dwa pierwsze od lewej strony czyli: limonka z aloesem charakteryzująca się nutą odświeżającą oraz spokojniejsza wersja – wanilia z kokosem. Dzięki lekkiej konsystencji żel łatwo rozprowadza się po skórze, delikatnie ją oczyszcza i nawilża. Zadbano także o szatę graficzną, opakowania są kolorowe i łatwo wpadają w oko. Z drobnych mankamentów odnalazłam tylko jeden, który dla mnie akurat nie ma znaczenia- żele słabo się pienią. Poza tym uważam, że cała reszta zasługuje na ogromny plus . Czego więcej chcieć? – chyba tego, by na stałe zagościły stacjonarnie do Polski. . Na razie musimy wspomagać się zakupami w sklepach internetowych lub odwiedzać przy nadarzającej się okazji drogerie DM w Niemczech.

A czy Wy znacie te produkty? Jakie są Wasze wrażenia o nich?

Czekamy na komentarze!

Katarzyna Gołdyka-Barańska

Z życia Kreteńczyków



captain-550654_1280


Z wielką przyjemnością powracam do wspomnień z tegorocznych wyjątkowych wakacji, spędzonych na Krecie.  W drodze na grecką plażę Vai Bounty, miałam okazję wysłuchać opowiadań przewodnika  o Grekach- Kreteńczykach oraz ich życiu. Niektóre z nich wydały mi się na tyle interesujące, że zapisałam je w swojej głowie, a dziś przelewam „na papier”… Jeśli Wy – drodzy czytelnicy macie na ten temat również inną, ciekawą wiedzę przyłączcie się do wspomnień z „greckich podbojów”.



flag-888313_640

  1. Grecy, ale przede wszystkim Kreteńczycy – dlaczego tak? Ponieważ to właśnie oni wyróżniają się pewną „dość dziwną cechą”.. Znani z historii jako waleczni i zbuntowani po dziś dzień wyrażają swoją odrębność, nazywając się  przede wszystkim Kreteńczykami, a dopiero później Grekami.

  2. Siga- siga – słowo to łatwo wpadło mi w ucho – krótkie i dźwięczne. Dopiero po chwili dowiedziałam się, że oznacza „powoli, powoli”. Faktycznie-doskonale wpasowuję się w tryb życia Greków na Krecie, którzy zazwyczaj nie śpieszą się i mają na wszystko czas.  Zwrot ten, choć jest nam raczej  obcy, zdążył już utkwić w mojej głowie…

  3. Śniadanie to kawa i papieros. Poza tym masa zjadanej oliwy, którą są polewane wszystkie lub prawie wszystkie potrawy.

  4. Rodzina najważniejsza. Grecy na Krecie są ze sobą bardzo związani. Często mieszkają oni w domach wielopokoleniowych, gdzie do najstarszej kobiety należy ostatnie słowo w rodzinie. W ciągu dnia czas sjesty zarezerwowany jest tylko dla najbliższych i nie wypada wtedy przeszkadzać (jest to niemile widziane).

  5. Kto ma zapłacić?? To częsty „ temat do kłótni”, z tą różnicą, że wszyscy chcą zapłacić…W  końcu po pół godzinie głośnych sprzeczek, każdy płaci za siebie…

  6. Kierowcy rządzą się swoim prawem. I tak np. zupełnie normalnym zjawiskiem jest fakt, że kierowca potrafi zatrzymać  się na środku jezdni tylko po to, by podać rękę przez szybę jadącemu z przeciwnej strony znajomemu. Wymiana kilku słów również wchodzi w grę..

  7. Zaradność. Grecy niestety, albo stety unikają, jak tylko mogą podatków. W myśl tej zasady często spotkać możemy niedokończone domy jeszcze z „wystającymi drutami”. Taka sytuacja może trwać latami, a w rzeczywistości dom jest już od dawna zamieszkany… Tego typu wykorzystywane  luki w prawie m.in. przyczyniły się do kryzysu Grecji.
Copyright © Urodzianka.pl